Informujemy, że nasza strona aby poprawnie działać korzysta z mechanizmu "cookies". Nie wykorzystujemy plików "cookies" dla celów reklamowych.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików "cookies", zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij
Fantazje Zielonogórskie

6 lat Fantazji Zielonogórskich

„Fantazje Zielonogórskie” liczą już sześć tomów. Sześć tomów wypełnionych opowiadaniami reprezentującymi chyba każdą konwencję literackiej fantastyki – znajdziemy tu i twardą SF, fantasy, horror, realizm magiczny i historie alternatywne, a wszystko to splecione z wątkami zielonogórskiej przeszłości, teraźniejszości i wyobrażonej przyszłości. Pomysł „Fantazji” narodził w 2010 roku jako odpowiedź na głód literatury fantastycznej dziejącej się tu, opowiadającej o miejscu w którym żyjemy i które kochamy.
Historia Zielonej Góry okazała się być przy bliższym poznaniu kopalnią potencjalnych tematów, wystarczy wspomnieć procesy czarownic, zarazy, przemarsze wojsk, trawiące całe miasto pożary… Płonęły tu czarownice i książki, zatrzymywali się wielcy tego świata, w zielonogórskim winie kąpał się Hieronim Bonaparte i długo przeklinał je Fryderyk Engels. Nasze miasto przechodziło pod władzę różnych tronów, rządzili tu Piastowie, Jagiellonowie, Habsburgowie, królowie Prus i cesarze niemieccy. Pochodzili stąd ludzie, którzy odcisnęli swój ślad w historii świata (nazwiskiem jednego z dawnych zielonogórzan – Bartłomieja Pitiscusa - ochrzczono nawet księżycowy krater)… Nieprzebrane bogactwo historii i Historii, potencjalnych fabuł powieści i opowiadań. Długo było to jednak bogactwo tyleż potężne co praktycznie szerzej nieznane. Można było o nim poczytać w opracowaniach historycznych, naukowych, opowiadają o tym, rzecz jasna, muzealne ekspozycje, ale długo brakowało przejścia tego dziedzictwa i wiedzy do świadomości potocznej, nawet wśród samych zielonogórzan. Idealnym nośnikiem wydaje się tu być kultura popularna – literatura, muzyka, komiks. Co ciekawe nie zaniedbywali tego nasi poprzednicy – dzieje niemieckiego Grünbergu znajdziemy choćby na ilustracjach zdobiących pieniądze zastępcze, na pocztówkach, rysunkach prasowych, w rubasznych wierszach i piosenkach. W literaturze powojennej Zielona Góra oczywiście istnieje, lokalni twórcy napisali swoje powieści i poematy, jednak dziś są to dzieła niszowe, należące do starszej formy wyrazu (dotyczy to także dzieł pisanych współcześnie), adresowane, być może mimowolnie, do wąskiej grupy odbiorców. Poza garścią kryminałów z naszym miastem w tle brakowało zielonogórskich motywów w literaturze rozrywkowej, popularnej. A jeżeli mówimy już o kulturze popularnej to co dziś jest jej głównym, najpotężniejszym nurtem? Oczywiście fantastyka.
Głównym założeniem „Fantazji Zielonogórskich” była więc literatura fantastyczna oparta na zielonogórskiej przeszłości, teraźniejszości lub wizjach przyszłości. Ideą równie ważną – popularyzacja wiedzy o naszym mieście i przede wszystkim chęć stworzenia książki, którą będziemy po prostu czytać z przyjemnością. Może nawet nie jednej lecz całej serii książek? Wstępne rozmowy o pomyśle przeprowadziłem z kilkoma stowarzyszeniami i instytucjami kultury, jednak ostatecznie ciężar przedsięwzięcia wziął na siebie Zielonogórski Klub Fantastyki Ad Astra. Istniejące od 1982 roku stowarzyszenie fantastów w ciągu ostatniej dekady przeszło daleką drogę od grupy pasjonatów do niezwykle dynamicznej, nowoczesnej organizacji kulturalnej, znanej i docenianej. Ad Astra obecnie jest jednym z najstarszych w kraju stowarzyszeń zajmujących się fantastyką. Organizuje imprezy i wydarzenia o zasięgu ogólnopolskim, z których warto wymienić choćby Bachanalia Fantastyczne, odbywający się co roku w Zielonej Górze festiwal fantastyki z już ponad trzydziestoletnią tradycją. Wydawcą wszystkich tomów antologii został ZKF Ad Astra we współpracy z Fabryką Reklamy SANDMEDIA (dawniej Fabryka Reklamy IBI).
Od początku chcieliśmy aby antologia była częścią szerszego działania, aktywizującego wokół zielonogórskiego fantazjowania nie tylko mieszkańców naszego miasta. Stąd decyzja by teksty składające się na kolejne tomy wyłaniane były drogą ogólnopolskiego konkursu literackiego. Biorąc pod uwagę fakt, że otrzymywaliśmy później także opowiadania przysłane przez autorów mieszkających w Niemczech czy Irlandii można powiedzieć, że pomysł przerósł początkowe założenia... No właśnie, autorzy. Konkurs od początku ma charakter otwarty. Piszą dla nas zarówno debiutanci jak i autorzy z dorobkiem literackim, twórcy lokalni i zawodowi pisarze fantastyki. Na wyjściu liczy się tylko i wyłącznie jakość tekstu, świeżość pomysłu, przyjemność czytania. W ciągu sześciu już lat konkurs stał się rozpoznawalnym wydarzeniem na fantastycznej mapie kraju. Dodajmy, że długo był to jedyny cykliczny konkurs prozatorski poświęcony Zielonej Górze. Każdy tom dedykowany jest pamięci Jerzego Sulisławskiego, naszego klubowego Kolegi, zmarłego w 2009 r.
Organizacja konkursu i tworzenie kolejnych książek to duże wyzwanie. Sekretarzem konkursu od początku jest Maciej Dobrowolski, odpowiada on także, wraz z Weroniką Kłapouszczak za redakcję tomu, w skład kapituły konkursowej wchodzą Waldemar Gruszczyński, Zbigniew Kulczycki i niżej podpisany. Książki przygotowuje do druku Mamert Janion, a korektą tekstów zajmowały się Anna Cejmer i Aleksandra Łobodzińska. Mam zaszczyt i przyjemność ilustrować wszystkie tomy antologii. Wydarzenie nie mogłoby się również obyć bez wsparcia finansowego Miasta Zielona Góra i Województwa Lubuskiego. Sześć edycji konkursu, sześć tomów opowiadań, ponad pół tysiąca nadesłanych tekstów... Każda kolejna książka jest zwierciadłem swojego czasu, popularnych w danym roku trendów popkulturowych, motywów dominujących w masowej wyobraźni i wydarzeń wstrząsających już jak najbardziej rzeczywistym światem. Fantastyka to czuły sejsmograf przetwarzający zbiorowe lęki, fascynacje i nadzieje. Na nasz konkurs nadchodziły więc kolejno fale paranormalnych romansów, potem post apokaliptycznych koszmarów, a w następnym roku futurystycznych wizji. Jaki ze zgromadzonego materiału wyłania się metafizyczny obraz naszego Miasta? Zaskakujący. Początkowo zdecydowana większość opowiadań, jakie otrzymywaliśmy inspirowana była zielonogórskimi procesami czarownic, przy czym rzadko były to horrory czy teksty stricte historyczne. Dominowały długo romanse paranormalne (znak czasów!) i opowieści o odkrywaniu rodzinnego dziedzictwa. Co ciekawe, temat czarownic, choć nośny i fabularnie atrakcyjny, praktycznie nie istnieje w dzisiejszej oficjalnej narracji dotyczącej promocji i wizerunku Zielonej Góry… Drugą widoczną grupę stanowiły teksty eksplorujące tradycję winiarską, winobrania, postać Bachusa i inne motywy dionizyjskie. Czasem jest to ornament, czasem oś opowieści. Tu dominuje konwencja lżejsza, nawet humorystyczna. Sporo opowiadań dotyczyło także przedwojennej, niemieckiej historii Miasta; część autorów protagonistami opowiadań uczyniło znanych z zielonogórskich annałów winiarzy, przemysłowców, artystów. W ogóle teksty nawiązujące do historii stanowią zdecydowaną większość konkursowego pokłosia, mimo że przecież większe jest tu ryzyko faktograficznego blamażu niż w opowiadaniach osadzonych w teraźniejszości bądź przyszłości. Duża grupa fabuł rozgrywających się współcześnie bazuje na charakterystycznych motywach – żużel, winobrania, niedawne sukcesy, kompromitacje lub głośne zbrodnie. Stosunkowo mało, do niedawna, było opowiadań futurystycznych, a jeżeli już się pojawiały to opisywały przyszłość mroczną, miasto osuwające się w otchłań. Myślę, że nad przyczynami tego rodzaju przewidywań warto się poważnie zastanowić… Z każdym kolejnym rokiem poszerzała się paleta tematów i historycznych inspiracji. Widać było, że piszący dysponują coraz większą wiedzą na temat dziejów Zielonej Góry, co cieszy jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że większość uczestników konkursu zawsze stanowili mieszkańcy innych miast - nie zielonogórzanie. Lubię myśleć, że przynajmniej po części, jest to zasługa „Fantazji Zielonogórskich”.
Pokłosie szóstej edycji konkursu kontynuuje tradycję corocznej zmiany trendu wiodącego, w tym roku jest to jednak zmiana również ciężaru gatunkowego. Większość nadesłanych w edycji '2016 utworów to teksty poszukujące, przełamujące gatunkowe schematy, nie dające się łatwo systematyzować w fantastyczno literackich przegródkach, nieoczywiste. Autorzy częściej sięgali też po tematy poważniejsze i eksperymenty formalne. Każdy tom jest trochę inny, każdy, mam wrażenie trochę lepszy od poprzedniego. A to wciąż dopiero początek podróży. Biblioteczka zielonogórskich fantazji, marzeń i koszmarów rośnie, zobaczymy co będzie dalej. Tematy opowiadań będą się zmieniać, podobnie jak nazwiska autorów, w tekstach odbiją się nagłówki jutrzejszych gazet, wpłyną na nie także literackie mody i rosnący stan wiedzy o zielonogórskiej historii. Być może na łamach naszej antologii zabłyśnie przyszła pisarska gwiazda? To zresztą już się dzieje, niektórzy z autorów publikujących u nas swe wczesne opowiadania mają dziś już na koncie powieści czy druk w ogólnopolskich pismach literackich. Mam nadzieję, że droga, którą rozpoczynamy sprawi że nasze miasto dołączy powoli do miast funkcjonujących także w sferze fikcji, obszarze masowej wyobraźni, przestrzeni literackiej, w świecie opowieści. A zielonogórska historia jest wciąż nie do końca odkryta, fascynująca, skrywająca inspiracje setek niedokonanych fabuł... No właśnie, opowieści. Przed kilku laty gośćmi zielonogórskich festiwali fantastyki byli dwaj pisarze rangi i sławy światowej - Peter Watts i Ian R. MacLeod. Obaj, niezależnie od siebie, poprosili organizatorów wydarzenia o to samo, o możliwość zwiedzenia zielonogórskiego Muzeum. Kiedy oprowadzałem ich po muzealnych salach okazało się, że obaj twórcy chcą poznać właściwie to samo. Lokalne opowieści, anegdoty, legendy. Inspiracje. I tu dochodzimy do sedna - nasza historia, zarówno ta pisana małą jak i dużą literą, również może być naszym bogactwem naturalnym, lokalną specjalnością i produktem eksportowym. Może i powinna, potencjał ma na pewno. Starczy go jeszcze na wiele tomów zielonogórskich fantazji.
Warto na koniec odnotować jeszcze dwa wydarzenia: Fantazje Zielonogórskie zostały docenione w plebiscycie NASZE-DOBRE-LUBUSKIE 2015, organizowanym przez Gazetę Lubuską, i Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego, zdobywając nagrodę w kategorii „Kultura i rozrywka” (wygrywając między innymi z Winobraniem). Opowiadanie z naszej antologii („Nihil sit fine causa” Doroty Dziedzic-Chojnackiej) znalazło się po raz pierwszy w ścisłej czołówce tekstów nominowanych do Literackiej Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla - najwyższego wyróżnienia jakim honoruje się dzieła krajowej fantastyki. I nie jesteśmy sami – w 2012 roku wystartował konkurs „Poznań Fantastyczny” (organizowany przez Wydawnictwo Miejskie Posnania), a w 2014 r. „Płock - Miasto Pełne Tajemnic” (Mazowiecki Klub Fantastyki Tawerna). Fantastyka okazuje się więc być doskonałym językiem opowiadania historii, także tych których bohaterem jest miasto. Nasze miasto.

Igor Myszkiewicz

Organizator

Partnerzy

Patronat medialny